Krasnal i Gamoń

Szanowni Goście!

Jeżeli tu zaglądacie, to znaczy przynajmniej tyle, że idea naszego komitetu wzbudziła w was zainteresowanie. Należy się wam, więc, trochę więcej słów o naszych działaniach.

Po raz pierwszy Komitet Gamoni i Krasnoludków powstał w wyborach samorządowych w 2006 roku jako spontaniczna reakcja obywateli, który zazwyczaj robią ze swoim życiem coś całkiem innego, niż garnięcie się na stanowiska publiczne. Była to reakcja na zaistniałą degrengoladę dotychczasowych autorytetów w naszym kraju i całkowity upadek zwyczajów życia publicznego.

Za tę próbę ożywienia życia sceny politycznej, zapłaciliśmy drogo: prześladowania prokuratorskie, zatrzymania, pobyt w areszcie - tak jak niegdyś w PRL, gdy działała Pomarańczowa Alternatywa. Na sali sądowej wykazaliśmy jasno niekompetencję organów ścigania, łamanie prawa przez państwowe instytucje, i w końcu bezpodstawność całego śledztwa. Sprawę wygraliśmy, mizerne odszkodowanie dostaliśmy. Pomimo tych prób "udupienia" nas, powracamy w kolejnej odsłonie.

Trzeba powiedzieć sobie jasno - tak jak niegdyś koalicja warchołów z chamami, tak dzisiaj penis Palikota i wojna o krzyż są tylko ostatnimi akordami w granej nieprzerwanie od dwóch dekad symfonii, w której główne skrzypce należą do zaściankowości, niekompetencji, zachłanności i zawiści; tych polskich cech narodowych, które w okresie transformacji ustrojowej doznały zaskakującego rozwoju w szeregach klasy politycznej, i nie tylko.

Ale nie łudźmy się - my, obywatele, głosujący z frekwencją wyborczą zaledwie 40%, w podskokach do 50% - nie jesteśmy bez winy. Demokracja to nie tylko partie polityczne - to przede wszystkim czynne i świadome społeczeństwo obywatelskie, a nie bierność i rezygnacja. Coś w tym jednak jest, że Polacy zajmują ostatnie miejsce w Europie pod względem liczby osób zaangażowanych społecznie - 2% u nas versus 25% np. w Portugalii, i 50% w Danii. Niski poziom frekwencji wyborczej to tylko kolejny dowód naszej niezwykłej bierności.

Czy nie pójście na wybory jest aktem skutecznego sprzeciwu obywatelskiego? Ależ skąd - nawet 10-procentowa frekwencja wyborcza daje wybranym przedstawicielom 100-procentową władzę nad nami. Więc, nie oszukujmy się. Dla klas politycznych pasywne, tak jak niegdyś niedouczone, żyjące w ignorancji społeczeństwo, to bezpieczna gwarancja rządzenia bez ponoszenia odpowiedzialności.

Niestety, kolejną wadą Polaków jest nasz przeraźliwy brak poczucia humoru i dystansu do samych siebie. Jest świetnie, gdy można narzekać, gdy jest tragicznie, albo patetycznie, a wokół leje się krew i biją. Choćby było bezskutecznie... Ale gdy więcej osiąga się humorem i żartem - ooo! to już nie to samo. Jest to podejrzane. Mało godne szacunku. Wygłup. Bo nie skutek liczy się dla nas, tylko forma. W ogóle cierpimy na przerost formy nad treścią, co widać nawet ostatnio w literaturze i innych dziedzinach sztuki.

Nazwa naszego komitetu jest protestem w tych sprawach - wobec polskiego ponuractwa, zbędnej powagi, bierności, gamoniowatości, i w końcu, zarozumiałości przy braku tak naprawdę większych powodów do dumy.

A nasz program? Tak w wypadku, gdybyśmy naprawdę wygrali? Gdyby Major został prezydentem? Czy naprawdę ktoś może wątpić, że ludzie na co dzień tworzący miejsca pracy w swoich firmach, eksperci sprzedający drogo swoją wiedzę, artyści potrafiący tworzyć rzeczy wielkie, będą mniej kompetentni niż członkowie takich komitetów jak PIS, PO, PSL i SLD?, którzy już tak długo są w polityce, że kompletnie zapomnieli jak wygląda świat na zewnątrz.

Ale skoro już chcecie wiedzieć, to stawiamy na promowanie oddolnej aktywności społecznej - w kulturze, sporcie, mediach, i na miasto przyjazne tak ludziom, jak i zwierzętom, działalność obywatelską na poziomie dzielnic, wzrost znaczenia ekologii w naszym życiu codziennym. Przyświeca nam hasło: "Miasto dla ludzi i zwierząt a nie dla korporacji!"

Sprzeciwiamy się "manhattanizacji" centrum miasta, zagęszczaniu osiedli mieszkaniowych poprzez budowanie nowych obiektów na placach zieleni i zabaw dla dzieci.

Nie chcemy pić kawy tylko w "sieciówkach" jak Coffee Heaven czy jej podobnych "brandach". Chcemy wspierać prawdziwie prywatną tzn INDIWIDUALNĄ a nie korporacyjną inicjatywę.

Jesteśmy niezadowoleni z zastępowania księgarni i galerii kolejnymi oddziałami banków; dobrą ilustracją tego, o czym mówimy jest ulica Targowa, gdzie na przestrzeni 1 km znajduje się kilkanaście placówek bankowych.

Mówimy stanowcze "nie" konceptowi "kasa zamiast historii" - czyli wyburzaniu historycznych, lub charakterystycznych dla miasta miejsc: ostatnich redut powstańczych, parowozowni, starych fabryczek, w imię budowania na nich kolejnych post-modernistycznych bloków biurowych i mieszkalnych.

No i oczywiście chcemy wprowadzić "Dzień Czapki Krasnala" w administracji miejskiej, w czasie którego raz do roku każdy urzędnik będzie nosił czapkę krasnala, by czerpać odżywczą energię z kosmosu. To ona właśnie pozwoli mu przez kolejny rok obsługiwać mieszkańców miasta przyjaźnie, szybko i skutecznie, czyli tak jak prawdziwy krasnoludek. Planujemy też przemalowanie Zamku Królewskiego na pomarańczowo.

Proponujemy również przeszkolić psy by sprzątały po sobie, bo ze szkolenia ich właścicieli "gówno" wyszło. Na szkolenia zaprosimy też wielbicieli śmieci na trawnikach oraz srających w krzakach, by wraz z psami zdobywali niezbędne uprawnienia "warszawskich czyścioszków".

W końcu, obiecujemy solennie, że w przypadku wygranej Gamoni słońce będzie świeciło dłużej dla Warszawy, klimat stanie się śródziemno-morski, a ta brzydka plastikowa palma na Rondzie de Gaulle'a zapuści korzenie i zaowocuje prawdziwymi daktylami.

A więc idźcie głosować. Czy to na smutnych gamoni, jak dotychczas, czy to na tak wesołych jak my - ale przynajmniej będziecie wiedzieli, kiedy będzie wam źle albo dobrze, dlaczego was to spotyka.